Wczoraj wyjechałem z garażu i nic mi nie podpadło, przejechałem jakieś 700m i stanąłem, wyłączyłem silnik i po około 2-3 minutach wcisnąłem sprzęgło żeby uruchomić silnik, a ponieważ autko lekko zaczęło się toczyć wcisnąłem też hamulec, zapaliłem silnik i ruszyłem. I na pierwszym skrzyżowaniu (po ok. 40m) naciskam na hamulec a on daje się tylko minimalnie nacisnąć i kiepsko hamuje.
I tak jest cały czas. Twardy jak diabli - co się stało?
Jedyne co sprawdziłem, to rozłączyłem wężyk podciśnieniowy na kolektorze ssącym, zapaliłem silnik (nierówno pracował bo lewe powietrze szło) i dep na hamulec (jeszcze twardszy - to właściwy objaw).
Następnie kolega podłączył wężyk (ja naciskałem na hamulec) i pedał leciutko opadł, ale o wiele za mało. Ponieważ jakiś efekt był i silnik zaczął równo pracować po podłączeniu wężyka, uznałem, że membrana we wspomaganiu hamlca jest cała - a może nie?
Co może dawać takie objawy? Bo kurcze jak przyjdzie awaryjnie hamować to cieńko to widzę.
